DZIEŃ 9

Po przyjeździe do portu w Santa Cruz de La Palma było już po 12 w nocy. Całe oświetlone miasteczko leżało u stóp wulkanicznej wyspy.

W porcie zapytałem ochroniarza czy jest tu gdzieś blisko jakiś hostel bo o tej porze trudno jest cos znaleźć , odpowiedział mi, że w miasteczku jest pensjonat i recepcja na pewno działa o tej godzinie. Trafiłem do tego pensjonatu bez problemu.

Właścicielem okazał się Tomas, który jest Niemcem, ale na stałe mieszka w La Palmie. Tomas jak wiele osób podczas tej wyprawy był pewien, że jestem Włochem, jak mi powiedział nie chodzi o opaleniznę, ale o rysy twarzy.

Dowiedziałem się też, że miasteczko jest dostosowane do promów, raz dziennie przypływają dwa konkurencyjne promy o 12 w nocy i odpływają o 4 rano.

Tomas pokazał mi pokój dla gości z darmowym Wifi i balkonem na główny deptak z widokiem na sklepy takie jak H&M i kawiarnie, później pokazał mi gdzie mogę zrobić sobie herbatę. Pensjonat mieści się na 2 i 3 piętrze, aby się tam dostać od ulicy trzeba wejść wąskimi i bardzo stromymi schodami, co jest normą na Wyspach Kanaryjskich. Tomas pokazał kolejny pokój bez okna, ( co tez jest popularne na tutejszych Wyspach) zapytałem go czy ma jakiś pokój z oknem. Był dostępny pokój z trzema łóżkami, ale wszystkie były wolne, więc cały pokój był dla mnie. Podłogi były drewniane przez dziurkę w desce zobaczyłem pokój niżej.  Ogólnie mieszkania mają dużo w środku motywów drewnianych, również okna i drzwiczki do okien są drewniane.

Tuż po mnie przyszła para z mojego ,,promu’’, mówili po niemiecku. Gdy płynie się na Gomere, La Palme i El Hierro komunikaty na promie poza hiszpańskim i angielskim są też w języku niemieckim. Na każdej wyspie są sklepy Lidla. W małych prywatnych sklepach można kupić produkty niemieckie np. ja kupiłem konserwy. Obecność tych produktów jest związana z tym, że dużo Niemców mieszka i przyjeżdża na te wyspy.

O 9 opuściłem pensjonat, Tomas poinformował mnie, że ma osobne mieszkanie gdzie indziej, a do swojego biznesu przyjeżdża o 9 albo i później. Ogólnie życie na wyspach zaczyna się bardzo późno gdyż słońce tu wstaje dopiero o 7:30 dlatego też zdziwiłem się gdy zobaczyłem turystów siedzących o 9  już w kawiarni na głównym deptaku. Tuż za miastem chciałem kupić wodę, jednak okazało się, że nie ma już więcej sklepów. Zapytałem pewną dziewczynę, która właśnie wychodziła z domu czy po drodze na szczyt będzie jakiś sklep lub restauracja, aby kupić wodę. Odpowiedziała mi, ze nic nie będzie, ale zabrała mnie do siebie do ogrodu a sama poszła do swojego domu. Przyniosła mi 2 butelki wody z kranu oraz uśmiech na twarzy. Pokazała mi tez gdzie na zewnątrz domu każdy mieszkaniec ma kran, z którego mogę skorzystać. To było bardzo miłe.

Po drodze na szczyt minąłem plantacje bananów, winogron oraz kaktusów, później pojawił się piękny las podobny do tego na Grand Canari oraz Teneryfie. Wiedziałem, że nie mogę jechać na sam szczyt bo prom powrotny na Teneryfe miałem 4 w nocy, dlatego po osiągnięciu 200 m npm zrobiłem sobie w lesie piknik to znaczy pumpernikiel, konserwy niemieckie, ciasto i dużo wody. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Po 20 min. Obudziłem się, było chłodno gdyż górę okryła chmura deszczowa. Było jak we mgle nie było widać słońca ani nieba. Nic dziwnego, że ta wyspa jest najbardziej zielona.

Po powrocie na dół do portu zobaczyłem, że jest to pierwszy port, który ma sklepy, restauracje oraz desingersie kanapy również na zewnątrz z widokiem na przypływające statki. Była, 20 kiedy zdecydowałem się, że jadę na plaże obok portu z czarnym wulkanicznym piaskiem. Trudno w to uwierzyć ale młodzież była tam przez całą noc, kąpali się nawet o 3 w nocy przy pełni księżyca ! O 2 w nocy przyszło 2 ojców ze swoimi pociechami, ogólnie spać się nie dało. Dopiero na promie spałem 4 godziny. Wiele osób spało w drodze powrotnej.

 

Piknik na górze w lesie

Chmura deszczowa

Reklamy