DZIEŃ 5

Wstałem dziś rano i zobaczyłem piękny las. Spałem dobrze, nie zmarzłem, bo miałem namiot, mate, śpiwór i długą bluzę. Dziś jechałem drogą w dół do portu Agaete, całą drogę pokonałem w niecałe 2 h a było to 50 km w dół, serpentyny, wąska droga, cały czas hamulce w ruchu oraz pilnowanie, aby nie zjechać złą drogą w dół ( drogi rozwidlają się), powrót w górę byłby bolesny.

Od rana nie miałem nic do picia, bo na górze nie ma sklepów, są restauracje i bary również w ilościach jak by kot napłakał!

W końcu znalazłem sklepik, do którego zjeżdżali się inni z wiosek powyżej i poniżej co ciekawe byłem jedynym biorącym coś na sztuki. Jena kasa ale jaka wielka waga, woda 1,5 litra jeden rodzaj pozostała po 5 litrów. Mały wybór i wszystko w dużych ilościach w małym sklepiku.

Grand Cnaria to piękna wyspa, zielona, ma piękne lasy iglaste i liściaste, ma palmy naturalnie rosnące, a nie sztuczne nawadniane jak na Fuerteventura czy Lanzarote. Po przyjeździe do portu Agaete miałem jeszcze sporo czasu, katamaran odpływał o 18:00 a ja byłem już po 11. Miejscowość jest malutka i jest sporo plaży, lekko kamienistych, ale z łagodnym zejściem do Atlantyku, jest również molo, na którym leżą ludzie i opalają się oraz jest wiele zejść z mola do oceanu.

Nie kąpałem się w oceanie, nie miałby, kto pilnować mojego dobytku a poza tym znowu szczypała mnie skóra, nie chciałem tego pogorszyć. W miasteczku nie znajdziecie nawet pół metra cienia między 11-17.

Chcesz cień idź do restauracji z widokiem na plaże, też tak zrobiłem.  W restauracji spotkałem dwie polskie pary, przemieszczali się wynajętym samochodem po wyspie. Jeżeli chodzi o katamaran to płynie on podskakując na falach, przechylając się jak by był cały czas sztorm a świeciło słońce.

Plusem jest to, że Fred Olsen płynie tylko godzinę! Ludzie mają na taką podróż swoje sposoby np. dają chustę na głowę, aby nic nie wiedzieć, inni natomiast siadają blisko toalety.

Wyobraźcie sobie, że po pierwszych 15 minutach facet spędził w toalecie 10 minut, barmani nic nie sprzedawali tylko z mopami latali.

Ja tez walczyłem ,bo obiadu jak zjadłem w Agaete oddać nie chciałem ! Tak, więc próbowałem czytać, głęboko oddychać, patrzyć się za okno w chmury. Można to porównać jak by przez godzinę było się na rellercoasterze albo leciało się godzinę samolotem w bardzo silnych turbulencjach. Przez cała drogę na ekranach jak w samolotach wyświetla się mapka z informacjami gdzie jesteśmy i ile do końca.

Jestem w stolicy Teneryfy, miasto średnie, nie powala, ma brzydki port oraz okropną, wielką fabrykę w centrum, nawet plaży tu nie ma w centrum.

Prom na Teneryfe

 

Reklamy