DZIEŃ 4

Wczoraj po 6-7 h dopłynąłem do Las Palmas Grand Canaria. Uderzyła mnie wielkość tego miasta, już po opuszczeniu  promu jesteśmy na bulwarze. Trafiłem na okres jakiegoś święta, zespoły grały, tłumy ludzi w strojach plażowych. W mieście poznałem Hiszpana, który dopiero co przyleciał na Wyspę aby spotkać się ze swoją dziewczyną, która jest  jak to się mówi   Kanaryjką. Dostałem od nich dobra radę, aby z miasta wydostać się ścieżką rowerową, która ciągnie się kilometrami, z jednej jej strony jest autostrada i wieżowce a z drugiej długa całkowicie piaszczysta plaża, na której zresztą spędziłem noc.

Rano rozpocząłem podjazd ostro pod górę w głąb wyspy.  Najpierw mijałem blokowiska wybudowane na skarpach, później więzienie, szkoły, wkońcu zostawiłem stolice wyspy niżej a sam jechałem pnąc się w górę przez małe piękne miejscowości jak Santa Maria gdzie jest klasztor.

Jak wyruszyłem z plaży Playa de Lalaya o 7:30 tak cały czas jechałem ostro pod górę do 16, aż do szczytu Pico del Nives.

Na górze można zobaczyć chmury od góry jak z samolotu, widać tez dookoła wyspę, ,, kaniony’’ w górach, serpentyny po których jechałem oraz promy na Atlantyku. Można nawet ujrzeć sąsiednią wyspę Teneryfę i jej szczyt.

Ponad chmurami nie ma upałów, jest słonecznie a powietrze jest rześkie. Resztkami sił wjechałem na szczyt, w lesie rozbiłem namiot, z którego miałem widok na chmury ale z góry 🙂  To był mój najcięższy dzień na rowerze.

Im wyżej wjeżdżałem tym cieplejsze uśmiechy osób tam mieszkających  na mój widok – bezcenne 🙂

Listonosz powiedział mi, że droga, którą jadę to wąski skrót i abym jechał inną drogą na szczyt. Jak mnie wyżej później zobaczył to  powiedział, że jestem ,, suieida’’. Faktycznie ten skrót mnie wymordował, co zakręt musiałem robić postój, aby odetchnąć, gorzej, gdy były odcinki bez cienia trzeba było jechać dalej albo paść na słońcu i czekać az ktoś będzie tędy przejeżdżał. Byłem na skraju wyczerpania, wrońcu jakiś cień!  Za każdym zakrętem mówiłem sobie, że to ostatni, że zaraz będę na szczycie, jak zobaczyłem punkt ,, 0 ‘’, z którego są liczone kilometry w dół to chciało mi się uronić łezkę, wiozłem w ten upał 23 kg bagażu!!

To był morderczy wysiłek, ten dzień był dla mnie niesamowity!!

Na szczycie !!!

Reklamy