DZIEŃ 2

Wczorajsza noc byłaby wspaniała jednak problemy żołądkowe to zaprzepaściły, do tego dwóch rybaków przyszło o 22 aby łowić na brzegu. Ostatecznie udało mi się zasnąłem bardzo późno, w nocy wielokrotnie się budziłem . Przez liściasty dach chatki widziałem gwiazdy. Rano pomimo iż obudziłem się gdy było juz jasno, to byłem na tyle niewyspany oraz musiałem zaliczyć szybką kąpiel z suszeniem – suma sumarum wyjechałem dopiero o 11 !

Skóre na karku i dłoniach spaliłem sobie wczoraj, dziś dałem tyle kremu przeciw oplajacego, że mam dłonie jak z talku lub z kredy. Upał jest niemiłosierny, ten sam wiatr, góry, pojazdy, więcej serpentyn niż wczoraj. Do tego migrena z tych upałów, która jest chyba najgorsza z tego wszystkiego.

Klimat jest jak na Australijskiej pustyni, widoki tez sa podobne. Pustka, zero roślinności, czesem przy domach rosna jakies kaktusy.

Aby zaczerpnac odechu zatrzymuje się na przystankach autobusowych, przystanki sa betonowe i daja schronienie przed słońcem. Ostatecznie decycuje się wybrać o wiele krótsza drogę ale bardziej górzysta- niestety ale przez wczorajsza noc nie dałbym rady. Dojeżdżam do portu i okazuje się, że ostatni prom odpłynał o 16:30 a ja byłem o 16:45 !!!Już miałem się udać do nastepnego portu ale w informacji powiedzieli mi, że to bez sensu bo dziennie sa tylko dwa promy i oba zatrzymuja się w tych portach tak więc dziś nikt więcej promem tej wyspy juz nie opuści.

Znalazłem motel w samym centrum z łazienka za €20, zjadłem Donera na talerzu za €6.50 i poszedłem na prawdziwa plażę. Nareszcie mogłem zejść do morza- sorry do Atlantyku, po piasku i nareszcie nie ma tu paskudnych kolczatek.

Łaziki z Mad Max

Spalona czerwona ziemia tak wyglada Fuereteventura i Lanzarote, zobaczymy jak inne wyspy. Super miejsce ale do treningów zawodowych kolarzy, triatlonistow, biegaczy czy np. Krosowcow albo pojazdów terenowych

Reklamy