DZIEŃ PRZYLOTU

Po pożegnaniu się z Paulą na lotnisku i opłaceniu osobno roweru w biurze WUS udałem się do kontroli przed wylotem.

Wylot był grubo po 6 rano z lotniska Chopina. Po starcie samolotu w całej okazałości oglądałem poniedziałkowy warszawski świt- słonce wschodziło, na niebie były nieliczne chmurki. Samolotem lecieliśmy do Bydgoszczy, lot trwał około 30 minut jednak w połowie zaczęło trząść bardzo mocno samolotem, na szczęście nie trwało to długo, co ciekawe byliśmy nad chmurami, pogoda wyglądała na dobrą.

W Bydgoszczy było pełne zachmurzenie i padało, tam też było tankowanie a pozostali wczasowicze na Lanzarote weszli na pokład. Gdy tylko wzbiliśmy się w przestworza szybko zasnąłem twardym snem, spałem około 3 godzin.

Samolot leciał nad Czechami, Niemcami, Francją ( w tym obok Alp oraz nad Lyonem), Hiszpanią w tym nad przepięknymi, robiącymi ogromne wrażenie Pirenejami, lecieliśmy nad Saragossą, Madrytem.

Jestem na Lanzarote! Jest ogromny upał, bardzo silny wiatr utrudniający utrzymanie równowagi.  Z Arrecife pojechałem na północ jestem w mieście przy oceanie, nazywa się Cactuso blisko Jelmeso del Aqua. Na Lanzarote  nie ma drzew!

Reklamy