DZIEŃ 1

Pobudka o świcie. Zjadłem śniadanie to znaczy woda + płatki gryczane przegryzane słodkimi biszkoptami. Noc była spokojna choć kilka razy się wybudzałem. Niebo było gwiaździste a księżyc dawał silny blask.

To była moja pierwsza samotna noc w obcym kraju pod gołym niebem. Wczoraj nie miałem sieci wiec nie mogłem wrzucić informacji z dnia poprzedniego.

Dzisiejszy dzień również dał mi w kość, przeprawa przez wyspę na drugą strone, przejazd do parku Timfaraja to droga przez góry, bardzo stromo, bardzo gorąco  i wiatr, który dziś wiał prosto na mnie. Przez połowe dnia nieustanny czołowy wiatr przez co czasem przy lekkim podjezdzie wiatr blokował mnie do 8-11 km/h !

Natomiast za parkiem narodowym Timanfaya do samego portu było z górki, ciągle hamowałem aby nie przekroczyć 60 km/h średnio jechałem 40km/h. W Playa Blanca zjadłem pierwszy swój obiad za € 6.50 w restauracji z widokiem na morze ( pierś z kurczaka, frytki, warzywa i grilowana połówka pomidora z czosnkiem). Prom był pełen turystow.

Jestem w Fuerterteventura a więc jestem na drugiej wyspie !:-)

Z portu pojechałem prosto szukać noclegu. Będę spać w opuszczonej chatce na plaży. Zobaczymy jaka będzie druga wyspa bo Lanzarote to wyspa wyglądająca jak Mars – czerwona ziemia, góry, zero drzew, zero zieleni, spękana  ,,ziemia”- czytaj spękana lawa.

Tym promem płynąłem na Fuerteventura

Reklamy