Podsumowanie miesiąca Maj

Maj we Warszawie był bardzo ciepły, rzekłbym gorący, co nie ukrywam bardzo mi pasowało, gdyż mogłem jeździć rowerem i biegać w Polskim upale. Ja się z upałów cieszyłem, inni narzekali,  że gorąco i pracować się nie da:) Przyznaje było trudniej, również na treningach. Początek miesiąca rozpocząłem od lekkiego poparzenia nóg i rąk, na szczęście krem na oparzenia pomógł, już następnego dnia czułem ulgę, a ciało nie było już tak rozpalone jak dzień wcześniej. Pod koniec maja zauważyłem też, że odcinek moich nóg między spodenkami a kolanami zrobił się ciemno brązowy: -) To tylko podkreśla powagę, ze słońcem nawet na rowerze nie ma co igrać! Jeżdżąc po Kanarach obowiązkowo filtry pójdą w ruch! W Maju przejechałem 750km, czyli normalny miesiąc, szału nie ma. Testowałem też jeżdżenie codziennie po pracy odcinki po ok 30-40km. Porzuciłem temat po 2 tygodniach. Zauważyłem, że mentalnie (może i fizycznie też) przestawiłem się na inny tryb, przez co jazda 100 czy 120km wydawała się mi długa i męcząca! Dlatego też powróciłem do jazdy w weekendy i święta, na co najmniej 100km.